Tour de Turcja
Do Turcji wybrałem się tym razem rodzinnie z Karoliną i Adasiem. Przejechaliśmy samochodem dobrze ponad 8 tysięcy kilometrów przez miesiąc, co daje średnią prawie 300 km dziennie.
Turcja jest po pierwsze daleko, a po drugie jest tam drogo. Szczególnie dotkliwe są ceny paliwa w zestawieniu z dystansami dojazdu do cześci wschodniej. Na plus można zaliczyć drogi, w większości dobrej jakości. Rejon Istambułu nie różni się wiele od zachodniej Europy, np. Hiszpanii, jest bogato, czysto i nowocześnie. Wschód jest już trochę bardziej azjatycki i na pewno ciekawszy.
Ze względu na sierpniowe upały, oraz planowany przeze mnie Elbrus Race, przebywaliśmy głównie w górach i na wyżynach. Jest tam chłodniej, a przy tym można zdobyć trochę aklimatyzacji.Dla mnie oprócz wyjazdu rodzinnego był to obóz treningowy. Codziennie starałem się wygospodarować co najmniej godzinę na bieganie, jako że byliśmy w górach było dużo podbiegów i krosów. W ramach treningu wykonałem podbiegi na cztery duże góry i kilka nieco mniejszych:
Emler (góry Aladaglar) 3730m, start z 1900m, czas 2h19m w górę i 1h w dół
Erciyes (góry Aladaglar) 3930m, start z 2100m, czas 2h59m
Ararat (Agri) 5130m, start z C1 3300m, czas 2h42m
Kaczkar (góry Kaczkar) 3950m, start z 2150m, czas 3h32m