DyMnO 2011 by Jan Lenczowski, czyli jak nie biegać maratonów na orientację
![]() |
-
Nie startuj, jak źle się czujesz.
Już dzień przed startem boli mnie gardło i kiepsko się czuję, do tego zaczynam kaszleć, oczywiście nie rezygnuję z zawodów.
-
Nie spóźniaj się na start.
Na start przychodzę trochę późno, mapy rozdano na 10 minut przed startem, mi zostało ok. 5 minut.
-
Znaki i omeny
Rano, gdy jadę do Sadownego, drogę przebiega mi czarny kot.
-
Koncentracja
Uwaga powinna być skupiona, już przy pierwszym punkcie popełniam niewielki błąd, przy punkcie trzecim (D) o 7.51 wybieram azymut sugerując się paśnikiem, zaznaczonym według mnie na mapie. Przestrzeliwuję z azymutem, bo paśnik był, jak sądzę, błędnie zaznaczony. Błąd kosztuje mnie 11 minut.
-
Kolejność punktów na scorelaufie.
Po dobiegnięciu do punktu H, nie zastanawiając się wiele, biegnę do E, prawdopodobnie lepszy wariant to H-K-L-J-E i powrót dołem.
-
Nie sugeruj się innymi zawodnikami.
Z punktu 1 do 2 biegnę na azymut przez polany, trochę bagniste, ale jakoś idzie, pierwotny plan jest dobiec do końca lasu, a potem ustalić położenie i znaleźć PK2, po drodze dołączam jednak do grupki zawodników i dochodzę w końcu do punktu raczej okrężną drogą.
Punkt 5 udaje mi się znaleźć z pewnym opóźnieniem, nie jestem jednak wyjątkiem, przecinki się nie zgadzają i wszyscy błądzą.
Do PK6 punktu żywieniowego docieram znów okrężną drogą, popełniam błąd i dodaję sobie i koledze biegnącemu za mną drogi, a do tego mamy darmowy podbieg przez pole.
Na szóstce jestem na 5 pozycji i mam 40 minut straty do lidera, to nawet nie tragicznie.
-
Nie trzymaj dwóch map w jednej ręce.
W pewnym momencie zauważam, że nie mam mapy, na szczęście jest sto metrów za mną, nawet się nie umoczyła.
-
Nie gub karty startowej.
W pewnym momencie dostrzegam, że nie mam na szyi karty startowej, macam czy jest sznurek? Nie mogę go wyczuć, no nie! Znów zgubiłem kartę! Jednak nie, jest na plecach, uff... W zeszłym roku zawiązałem sznurek na dwa węzełki, karta się rozwiązała i przepadła w gęstym lesie wraz z 11 zaliczonymi punktami. Tym razem jednak zawiązałem solidnie na 5 węzełków.
-
Po kolana w bagnie łatwiej dopadną cię komary.
Błądzenie po lesie mocno podmokłym zwalnia znacząco ruch, wykorzystują to komary, nie mające litości dla marnego „orientalisty”. Wniosek: bądź genialny i odczytaj z mapy, które drogi nie są zabagnione.
Od PK8 do PK9 brnę drogą typu bagiennego, plan atak na punkt na azymut zmieniam i podejmuję kilkukrotnie, za każdym razem bezskutecznie. Ostatecznie dołączam do dwóch osób, które punkt znajdują. Okazuje się że raz byłe od punktu dosłownie o metry. Na znalezienie PK9 tracę 50 minut.
-
Uważaj na łączenia map.
Fatalna seria trwa. Patrzę pobieżnie na obie mapy, to jest mapę z klasyka i 2 scorelauf. Zakładam, że mapa scorelaufu jest przesunięta na zachód. Przebiegam 2,5 km wzdłuż linii kolejowej, by zauważyć swój błąd. Pozostaje się wrócić i zmodyfikować plan scorelaufu. Znów tracę ponad 30 minut. Potem tracę jeszcze czas na poszukiwanie punktu P. Dalej idzie łatwo, ale już nie mam motywacji do biegu.
-
Zabieraj dosyć płynów.
Ostatnie 20 kilometrów to już bieg i marsz na deficycie wody, przy wysokiej temperaturze zużywa się jednak dużo płynów, szczególnie gdy zamiast 50 km robi się 70.
Tu kończę ten krótki poradnik, załączam plik z przebiegiem pod google earth, którego pod żadnym pozorem nie radzę naśladować.
