Jan Lenczowski

polski|english|espanol
Kamczatka 2003 | Pik Lenina 2006 | Nanda Devi East 2009
Ameryka Poludniowa 2005 | Islandia 2002 | Indie 2007 | Albania 2004 | Hiszpania 2004 | Majorka 2003 | Kuba 1999
bieganie | wspinaczka | plywanie
figury piaskowe | grafiki | zdjecia
Zumbi z Palmares | Rewolucje w Brazylii w XIX wieku | Hindusi na Karaibach | Azjaci w Ameryce Lacinskiej
| | | | | |
| | | | | |

DyMnO 2010

DyMnO 2011 by Jan Lenczowski, czyli jak nie biegać maratonów na orientację

DyMnO

 


  1. Nie startuj, jak źle się czujesz.


Już dzień przed startem boli mnie gardło i kiepsko się czuję, do tego zaczynam kaszleć, oczywiście nie rezygnuję z zawodów.


  1. Nie spóźniaj się na start.


Na start przychodzę trochę późno, mapy rozdano na 10 minut przed startem, mi zostało ok. 5 minut.


  1. Znaki i omeny


Rano, gdy jadę do Sadownego, drogę przebiega mi czarny kot.


  1. Koncentracja


Uwaga powinna być skupiona, już przy pierwszym punkcie popełniam niewielki błąd, przy punkcie trzecim (D) o 7.51 wybieram azymut sugerując się paśnikiem, zaznaczonym według mnie na mapie. Przestrzeliwuję z azymutem, bo paśnik był, jak sądzę, błędnie zaznaczony. Błąd kosztuje mnie 11 minut.


  1. Kolejność punktów na scorelaufie.


Po dobiegnięciu do punktu H, nie zastanawiając się wiele, biegnę do E, prawdopodobnie lepszy wariant to H-K-L-J-E i powrót dołem.


  1. Nie sugeruj się innymi zawodnikami.


Z punktu 1 do 2 biegnę na azymut przez polany, trochę bagniste, ale jakoś idzie, pierwotny plan jest dobiec do końca lasu, a potem ustalić położenie i znaleźć PK2, po drodze dołączam jednak do grupki zawodników i dochodzę w końcu do punktu raczej okrężną drogą.


Punkt 5 udaje mi się znaleźć z pewnym opóźnieniem, nie jestem jednak wyjątkiem, przecinki się nie zgadzają i wszyscy błądzą.


Do PK6 punktu żywieniowego docieram znów okrężną drogą, popełniam błąd i dodaję sobie i koledze biegnącemu za mną drogi, a do tego mamy darmowy podbieg przez pole.


Na szóstce jestem na 5 pozycji i mam 40 minut straty do lidera, to nawet nie tragicznie.


  1. Nie trzymaj dwóch map w jednej ręce.


W pewnym momencie zauważam, że nie mam mapy, na szczęście jest sto metrów za mną, nawet się nie umoczyła.


  1. Nie gub karty startowej.


W pewnym momencie dostrzegam, że nie mam na szyi karty startowej, macam czy jest sznurek? Nie mogę go wyczuć, no nie! Znów zgubiłem kartę! Jednak nie, jest na plecach, uff... W zeszłym roku zawiązałem sznurek na dwa węzełki, karta się rozwiązała i przepadła w gęstym lesie wraz z 11 zaliczonymi punktami. Tym razem jednak zawiązałem solidnie na 5 węzełków.


  1. Po kolana w bagnie łatwiej dopadną cię komary.


Błądzenie po lesie mocno podmokłym zwalnia znacząco ruch, wykorzystują to komary, nie mające litości dla marnego „orientalisty”. Wniosek: bądź genialny i odczytaj z mapy, które drogi nie są zabagnione.

Od PK8 do PK9 brnę drogą typu bagiennego, plan atak na punkt na azymut zmieniam i podejmuję kilkukrotnie, za każdym razem bezskutecznie. Ostatecznie dołączam do dwóch osób, które punkt znajdują. Okazuje się że raz byłe od punktu dosłownie o metry. Na znalezienie PK9 tracę 50 minut.


  1. Uważaj na łączenia map.


Fatalna seria trwa. Patrzę pobieżnie na obie mapy, to jest mapę z klasyka i 2 scorelauf. Zakładam, że mapa scorelaufu jest przesunięta na zachód. Przebiegam 2,5 km wzdłuż linii kolejowej, by zauważyć swój błąd. Pozostaje się wrócić i zmodyfikować plan scorelaufu. Znów tracę ponad 30 minut. Potem tracę jeszcze czas na poszukiwanie punktu P. Dalej idzie łatwo, ale już nie mam motywacji do biegu.


  1. Zabieraj dosyć płynów.


Ostatnie 20 kilometrów to już bieg i marsz na deficycie wody, przy wysokiej temperaturze zużywa się jednak dużo płynów, szczególnie gdy zamiast 50 km robi się 70.


Tu kończę ten krótki poradnik, załączam plik z przebiegiem pod google earth, którego pod żadnym pozorem nie radzę naśladować.

 

Nanda Devi East 2009 Wyprawa na Nanda Devi zakończyła się po miesiącu zmagań z górą. Pozostał niedosyt, jako że szczytu nie zdobyliśmy. Wciąż myślę o powtórzeniu próby, najlepiej na tyle szybko, by skorzystać z pozostawionych przez nas lin poręczowych. Na razie nie mam jednak osób chętnych do realizacji tego przedsięwzięcia, a zwłaszcza takich, które dysponują doświadczeniem, a także są w stanie sfinansować swój wyjazd. Na pewno chciałbym wyjechać na poważną wyprawę w 2010 roku, jestem otwarty na propozycje :)

Tatrzańska MasakraW 2004 roku udało mi się przejść i przebiec w ciągu jednego dnia prawie całe Tatry Polskie. Jednego dnia zdobyłem Rysy, Świnicę, Czerwone Wierchy i Starorobociański Wierch. Trasa zajęła mi ponad 17 godzin w czasie których przeszedłem 50 km, robiąc 4000 metrów podejść i 4500 metrow w dół.

KiribatiClubW marcu 2010 wyruszyliśmy z grupą 10 osób z KiribatiClub do Peru i Boliwii, gdzie odwiedziliśmy kanion Colca,, jezioro Titicaca, Salar de Uyuni, oraz dżunglę i pampę. Był też zjazd na rowerach z wysokich Andów do dżungi i spływ na pontonach spienioną rzeką Urubamba. Część osób wybrała się też na szczyt Chacaltaya i na treking Lares. Ludzie byli super, dziękuję za udział i do zobaczenia znowu. Polecam ofertę trampingową KiribatiClub zwłaszcza dla osób otwartych, które poszukują aktywnej formy podróżowania i chętnych do poznawania świata.

Maraton w Poznaniu 12 października 2008 wystartowałem w Maratonie Poznańskim. Był to mój trzeci maraton w życiu, ale po raz pierwszy udało mi się przełamać barierę trzech godzin. Ustanowiłem osobisty rekord na tym dystansie: 2h 58m 20s. Jest to już drugi mój najlepszy wynik w tym roku, poprzednio na Grand Prix Warszawy w Lesie Kabackim poprawiłem swój wynik na 10 km; czas który uzyskałem: 35m 54s.

o mnie | kontakt | ©2008 Jan Lenczowski