Wiosenny Tułacz 2010
![]() |
W kwietniu 2010 wziąłem udział w rajdzie na orientację 'Wiosenny Tułacz". Impreza odbyła się w Przywidzu niedaleko Gdańska. Wystartowałem w kategorii pieszej na 30 km.
Był to mój drugi start w tego typu zawodach. Dwa miesiące wcześniej wziąłem udział w rajdzie "Włoczykij" w Gryfinie. Mój pierwszy start ukazał moje słabości, czyli brak koncentracji przy szukaniu punktów kontrolnych oraz ogólny brak doświadczenia i odpowiedniego sprzętu.
Na mój drugi start w imprezie na orientację wybrałem krótszy dystans, jako że po przebiegnięciu 70 km na "Włóczykiju" przez tydzień poruszałem się jak zdjęty z krzyża. Tym razem wyruszyłem lepiej wyposażony, zakupiłem busolę z podziałką i mapnik. Wcześniej używałem tylko kompasu w zegarku, którego wskazania były niedokładne.
Na Tułaczu wylosowany zostałem prawie na samym końcu stawki startowej, co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ poruszam się szybko, ale brak mi doświadczenia w szukaniu punktów. Startując na końcu, miałem zagwarantowane towarzystwo na całej trasie biegu, co często ułatwiało mi poszukiwanie PK. Muszę przyznać, że nie osiągnąłbym tak dobrego rezulatatu, bez pomocy kilku chłopaków, którzy pomogli mi w poszukiwaniu punktów, a zwłaszcza punktu nr 3.
Pierwsze dwa punkty zgarnąłem praktycznie z biegu, schody zaczęły się przy punkcie nr 3. Wybrałem w miarę optymalną drogę, którą planowałem dobiec na azymut przez łąkę do polnej drogi idącej w stronę lasu. Niestety zaznaczonej na mapie drogi na łące nie było, ciemność i mgła nie ułatwiały zadania, niebawem dotarłem jednak do ściany lasu. Do lasu wchodziły liczne drogi, było ich znacznie więcej niż na mapie. Wybrałem jedną z nich, ale wkrótce okazało się, że popełniłem poważny błąd. Znów padłem ofiarą tzw. myślenia życzeniowego, uznałem drogę, którą znalazłem za właściwą i zgodną z mapą na podstawie kruchych przesłanek. Niebawem dotarłem do polanki, która również zgadzała się z mapą. Z polanki brakowało jedynie 300 metrów przez las do PK3. Ruszyłem na azymut i wpadłem najpierw w gęsty młodnik, potem w wycinkę wyłożoną poplątanym gałęziami, a na koniec w niezbyt apetyczne bagno, w którym skąpałem się prawie po kolana. Tego już było za wiele, straciłem mnóstwo czasu i energii na przebijanie się przez gąszcze, wibrałem więc azymut N i postanowiłem wrócić do punktu wyjścia, po drodze napotkałem grupę chłopaków w strojach wojskowych, oni również pobłądzili, razem wróciliśmy na polanę i rozpoczęliśmy poszukiwania od nowa. Powtórnie weszliśmy w las, znów drogi z mapy nie zgadzały się ze stanem faktycznym, w końcu jednak połączonymi siłami kilku głów udało się dotrzeć w okolicę PK3. Po małym mostku poznałem, gdzie się znajdujemy i rzutem na taśmę odnalazłem punkt. Od PK2 do PK3 droga zajęła mi ponad 2h.
Dwa miesiące wcześniej podobne zgubienie złamało mi psychę i było powodem rezygnacji z szukania trzech ostatnich PK. Tym razem wziąłem się w garść i postanowiłem skoncentrować się lepiej na poszukiwaniach następnych PK. Kolejne punkty zbierałem z biegu, w kilku przypadkach pomogli mi ludzie, którzy przy punktach byli albo z nich wracali. Cały czas kontrolowałem drogę i co mnie mocno zdziwiło więcej błędów nie popełniłem. Ostatnie 5 kilometrów przebiegłem w szybszym tempie, zaczęły mnie chwytać skurcze w łydkach, najprawdopodobniej na skutek braku treningów w marcu, który spędziłem w Peru i Boliwii jako pilot grupy trampingowej. Na szczęście mocy starczyło do mety w Przywidzu.
Przebiegnięcie trasy zajęło mi ok. 6h. Oprócz mnie bez punktów karnych dotarł jeszcze jeden zespół, ale przebycie trasy zajęło tym chłopakom 1,5h dłużej. Mimo, że rajd nie był wyścigiem poczułem się zwycięzcą. We "Włóczykiju" swoim pierwszym rajdzie zająłem 20 miejsce, a już za drugim razem wygrałem. Prawda jest jednak taka, że jeszcze dużo przede mną pracy, wiele się muszę nauczyć, żeby być dobrym zawodnikiem rajdów na orientację. Znów zapomniałem, że punkty mają swoje opisy, co powinno ułatwiać ich szukanie, można więc powiedzieć, że sam podniosłem sobie poprzeczkę. Tym razem miałem szczęście, biegam dobrze, ale przy poszukiwaniu punktów korzystałem często z pomocy innych zawodników. Wszystkim którzy mi pomogli bardzo dziękuję i do zobaczenia na kolejnych trasach.
