Lato '97
Tego lata znów trafiam do Kolonii, gdzie pracuję na stacji benzynowej. W ciągu miesiąca zarabiam 3 tyś marek, więc stać mniej na jeżdżenie. Najpierw jadę do Holandii i odwiedzam znajomych. Potem wsiadam na prom i dostaję się do Anglii. Zapytany przez urzędnika emigracyjnego, co robiłem przez miesiąc w Niemczech? Odpowiadam: pracowałem, a czy legalnie? nie. Nie wiem jakim sposobem, ale nie zostałem zawrócony. Otrzymałem tylko pouczenie, że w Wlk. Brytanii nie wolno mi pracować.
Jadę do Szkocji z polskimi tirowcami. Wiozą jakiś wielki zbiornik do Glasgow. W Edynburgu odwiedzam kolegę i mojego lokatora z Polski - Martina. Jedziemy z nim razem na objazd Szkocji, odwiedzamy Loch Ness, St. Andrews, próbujemy wyjść na Ben Nevis (pogoda się załamała), jesteśmy nawet na meczu ligi szkockiej (Dunfermeline-Hearts). Odwiedzamy też rodzinę Martina w małej wiosce w górach.
Wracając ze Szkocji łapiąc stopa w Dover spotykam Alberto i Xisco.
Obaj są z Majorki. Nie wiedzą gdzie jechać, więc proponuje Polskę. Zabierają mnie do Krakowa. Tam spędzamy tydzień, by ruszyć następnie przez Austrię i Włochy do Katalonii. Stamtąd wracam już sam do Polski.