Jan Lenczowski

polski|english|espanol
Kamczatka 2003 | Pik Lenina 2006 | Nanda Devi East 2009
Ameryka Poludniowa 2005 | Islandia 2002 | Indie 2007 | Albania 2004 | Hiszpania 2004 | Majorka 2003 | Kuba 1999
biegi na orientacje |bieganie | wspinaczka | plywanie
figury piaskowe | grafiki | zdjecia
Zumbi z Palmares | Rewolucje w Brazylii w XIX wieku | Hindusi na Karaibach | Azjaci w Ameryce Lacinskiej
Poligon Sulejowek
| | | | | |

Wielkopolska Szybka Setka i Nawigator

Wielkopolska Szybka Setka i Nawigator

 

WSS - Plik KML czytany przez Google Earth - do ściągnięcia

Nawigator - Plik KML czytany przez Google Earth - do ściągnięcia


Przekleństwo drugiego miejsca prześladuje mnie coraz bardziej. Dwa ostatnie biegi trzeci i czwarty raz w sezonie ukończyłem na drugim miejscu.

W WSS od początku nie liczyłem na wiele. Zapowiedziany przyjazd Michała Jędroszkowiaka, który przewyższa mnie nawigacyjnie i kondycyjnie nie zapowiadał sukcesu. Michał jednak spóźniał się i na 3 minuty przed startem biegu jeszcze go nie było. Nie było też Wojtka, który nie mógł przyjechać.

Ostatecznie Michał pojawił się na starcie i chociaż początkowo popełnił błąd, to na czwartym punkcie już mnie dogonił. Na moje nieszczęście wymyśliłem idiotyczny wariant przez bagna, w których mało nie utonąłem, przebyłem ostatecznie bagnistą rzeczkę zanurzony po klatkę piersiową, by następnie otrzeźwieć nieco w morzu pokrzyw. Przed 5 punktem – półmetkiem spotkałem Sabinę i Karola z trasy 100 km. Zasugerowałem się niepotrzebnie ich azymutem i znów straciłem ok. 5 minut. Na półmetku traciłem już do Michała 15 minut.

Nie czułem mocy żeby go gonić, pobiegłem dalej raczej asekuracyjnie, co na mecie dało mi drugie miejsce i 39 minut straty do zwycięzcy. Ku mojemu zdziwieniu słabo wypadł Bartek Grabowski, którego również się obawiałem, trzecie miejsce zajął Paweł Kotlarz, który dotychczas biegał na 100 km., przez co nie wiedziałem na ile go stać.

Na 100 wygrał Maciek Więcek, pomimo kilku błędów. Wśród kobiet Sabina Giełzak wygrała setkę i Katarzyna Groza pięćdziesiątkę.

WSS był przyjemny i dobrze zorganizowany, szczerze mówiąc 'szybki' do końca nie był. Przeprawa przez bagna i chaszcze, jaką nam zafundowano była fajną przygodą i niespodzianką na tych akurat zawodach. Uwagi mogę mieć do dwóch zbyt długich przebiegów asfaltowych.


Kolejne zawody Nawigator były dla mnie prawie w domu. Musiałem co prawda dojechać 20 km, ale dzięki temu, że odbywały się w moim powiecie miałem tańszą opłatę startową, a później jak się okazało wygrałem nagrodę dla zwycięzcy z powiatu mińskiego.

W bazie zawodów było bardzo sympatycznie, organizacja dopięta na ostatni guzik.

Zaskoczony byłem nieco małą ilością punktów kontrolnych na dystansie 50 km, wyglądało, że zadziała to na moją korzyść, jako że jestem lepszym biegaczem niż nawigatorem.

Moim najtrudniejszym konkurentem znów był Wojtek, który podobnie jak na DyMnie startował z żoną – Kasią. Kasia świetnie biega i chyba przynosi Wojtkowi szczęście, bo jak się okazało znów byli nade mną górą.

Zanosiło się na deszcz, a ja nie miałem torebki strunowej. Na szczęście jeden z uczestników mnie poratował, za co mu dziękuję.

Bieg zacząłem szybko. Na pierwszy punkt dotarłem jako pierwszy, do PK3 wybrałem wariant na około, przez co Wojtek i Kasia wyprzedzili mnie nieznacznie. Po przebiegnięciu lasu i dotarciu w okolicę PK3 zgubiłem się wrednie. Zasugerowałem się linią wysokiego napięcia, która jak się okazało była dalej w terenie, ta natomiast którą widziałem była nowa i na mapie nie oznaczona. Przez ten błąd Wojtek i Kasia mi uciekli. Potem szło stosunkowo nieźle. Zrobiłem dwa drobne błędy, przeszedłem przez dosyć dużą rzeczkę bez mostu i wrypałem się w krzaki, potem wlazłem w wielkie bagno i musiałem się wracać. Na półmetku traciłem do prowadzących ok. 20 minut.

W drugiej części biegu na długich prostych odcinkach starałem się nadrabiać dystans, szybko jednak wyczerpałem rezerwy i mój bieg zmienił się w człapanie. 1,2 litra wody, przy stosunkowo wysokiej temperaturze powietrza okazało się zbyt skromnym zapasem.

Znów minąłem tak jak na WSS Sabinę biegnącą na setkę, tym razem biegła w towarzystwie Marcina Krasuskiego znanego ze świetnej nawigacji.

Przed ostatnim punktem wpakowałem się w ogrodzenie lotniska i nadrobiłem drogi po krzakach i wysokich trawach. Przy ostatnim punkcie minąłem Tarasa, który zajął później drugie miejsce na setkę. Ostatni odcinek trochę przycisnąłem, niewiele dało się jednak wycisnąć z odwodnionego organizmu. Na mecie byłem 5 minut za Kasią i Wojtkiem, znów niewiele brakowało.

Mam nadzieję zrewanżować się Wojtkowi na Izerskiej Wyrypie. Mój główny rywal znów wystartuje z Kasią, co mi dobrze nie wróży, do tego dochodzi trudna najprawdopodobniej nawigacja.

Elbrus Race 2010 We wrześniu 2010 uczestinczyłem w zawodach zwanych Elbrus Race. Celem było wbiegnięcie na najwyższy szczyt Europy, na liczący 5630 metrów Elbrus. Bieg okazał się ciekawym doświadczeniem, przymroziłem nieco palce od nóg i rąk, popełniłem błędy w doborze rękawiczek. W trudnych warunkach, przy silnym wietrze udało mi sie jednak ukończyć trasę ekstremalną. Bieg miał ponad 3200 metrów przewyższenia na dystansie ok. 12 km. . Ostatecznie zająłem 9 miejsce wśród 14 osób, które zdecydowały się na wyzwanie trasy ekstremalnej, więcej w mojej relacji.

Hanuman TibbaW lipcu 2010 roku zdobyłem szczyt Hanuman Tibba. To góra leżąca w Hiamalajach Lakdahu, mierzy 5930 metrów. Na zdobycie szczytu potrzebowałem aż czterech prób. Dwa razy podchodziłem do góry w 2007 roku, za każdym razem nieskutecznie, w 2010 roku staranniej przygotowany atak zespołowy załamał się na 400 metrów pod szczytem. Okazało się, że pomyliliśmy drogę. Ostatecznie zdecydowałem się na samotny atak w stylu alpejskim, po trzech dniach pokonując po dwa obozy dziennie udało mi się zdobyć szczyt (moja relacja). Wkrótce film.

Puchar Pieszych Maratonów na OrientacjęW 2011 roku zdecydowałem się wystartować w cyklu długich 50 kilometrowcych biegów na orientację, należących do cyklu PPMnO. Niebawem okazało się, że mam silnych przeciwników, Wotek Wanat w połowie sezonu wydawał się murowanym faworytem do zwycięstwa w cyklu, niespodziewanie do konkurencji dołączył Michał Jędroszkowiak, dotychczas startujący raczej na dystansie 100 km.

Maraton w Poznaniu 12 października 2008 wystartowałem w Maratonie Poznańskim. Był to mój trzeci maraton w życiu, ale po raz pierwszy udało mi się przełamać barierę trzech godzin. Ustanowiłem osobisty rekord na tym dystansie: 2h 58m 20s. Jest to już drugi mój najlepszy wynik w tym roku, poprzednio na Grand Prix Warszawy w Lesie Kabackim poprawiłem swój wynik na 10 km; czas który uzyskałem: 35m 54s.

o mnie | kontakt | ©2008 Jan Lenczowski